(Z dedykacją dla sąsiadki Beatki, która zmusiła mnie do wyciągnięcia tej historii na światło dzienne po latach od jej wydarzenia się i kolejnych od jej napisania.)
Brakowało mi kilka metrów do wejścia do domu, gdy na drzwiach, które zaraz miałam otworzyć, wylądowała sroka z kromką chleba w dziobie. Bijąc skrzydłami, przez chwilę balansowała wczepiona pazurami w prawie niewidoczną krawędź. Nie udało jej się złapać równowagi, upuściła chleb i odleciała. Zrobiło mi się jej szkoda, odrzuciłam chleb na trawnik, żeby mogła po niego wrócić.
Niedługo później, idąc osiedlową ścieżką, usłyszałam intensywny skrzek i łopot skrzydeł. Kawka z czymś dużym w dziobie uciekała przed gromadą innych rozzłoszczonych ptaków. Pogoń dopadła ją akurat w takim miejscu, że upuściła swój łup tuż przede mną. To znów był chleb. Nie przejęłam się tym specjalnie, czasem na osiedlu zdarzają się takie ptasie kłótnie.
Ale podobne zdarzenie zdarzyło się jeszcze raz. Tym razem gdzieś z wysoka niosło się krakanie. Podniosłam wzrok w górę na rosnącą przy alejce topolę. Wrony, które siedziały wysoko na czubku drzewa, wyglądały na bardzo czymś poruszone. Trzecia kromka chleba omal nie spadła mi na głowę. I to wszystko wydarzyło się w ciągu jednego miesiąca!
Zachowanie tych ptaków nie było normalne!
Już pierwsza sroka zachowała się dziwnie, przecież mogła wygodnie usiąść na daszku wyżej. Jakby chciała być pewna, że zwrócę na nią uwagę. I to powtórzenie trzy razy! Gdyby to była bajka, miałabym w ręku trzy kromki chleba. W bajce mogłabym taką kromką poczęstować staruszkę, która prosi o coś do zjedzenia, a potem odwdzięcza się niespotykanym darem…
Zostałam z poczuciem, że coś przegapiłam, że czegoś nie zrozumiałam. O co tym ptaszyskom chodziło? To jakiś znak? Wiadomość? Ale jak ją odczytać? Stałam się czujna. Czy to, na co patrzę, jest tym co widzę? Obserwowałam ptaki. Ale nic więcej się nie zdarzyło.
Upłynęło dużo czasu zanim pojęłam, że jeśli jest to znak specjalnie dla mnie, to moc jego odczytania jest tylko we mnie. A jeśli to były trzy dary? A ja je tak bezmyślnie pozostawiłam na trawniku? Przypomniały mi się kolejne bajki. Zawsze jest jakaś druga szansa, tylko trzeba włożyć w to więcej pracy.
Nad czym mogę pracować ? Czemu mam się przyjrzeć? Jakie są moje talenty?
Na pewno umiem obserwować. To moc introwertyka, który pozostając w bezruchu, widzi więcej, dostrzega szczegóły. Potrafię narysować lub namalować to, co widzę. Często przy okazji układa mi się z tego jakaś historia. Gdyby połączyć to w całość? Dostrzegam magię w codzienności, nadaję jej malarską formę i opowiadam o tym historię.
Logika podpowiada, że przydałby się odbiorca, czytelnik, drugi człowiek. Ale nic z tego. Równolegle do twórczych talentów posiadam cały wyrafinowany system trzymania ludzi na dystans. W sytuacjach towarzyskich zachowuję ostrożność i jeśli tylko mogę unikam przypadkowych kontaktów.
A jednak… Bez drugiego człowieka, bez odbiorcy, moje talenty są bezużyteczne. Żeby trzy kromki chleba zamieniły się w dar, muszę pokonać wewnętrzny lęk przed drugim człowiekiem. Zaryzykować. Być obecną. Zaangażować się. Działać.
Iwona Piszczelska
